Pierwsza wizyta u nowego lekarza rodzinnego. Przychodzę z gorączką etc. i z moją grubą teczką - historią choroby. Pierwsze co robię, gdy trafiam do nowego lekarza, to informuję o moich chorobach i lekach, które przyjmuję, wręczam ostatni wypis ze szpitala, na którym mam wypisane całe rozpoznanie. Mimo wypisu lekarka do mnie mówi, że mam jej przynieść zaświadczenie od reumatologa, bo wypis jest z endokrynologii i ona nie wie, czy ja faktycznie mam reumatoidalne zapalenie stawów. Mówię, że mam wypisy też z reumatologii, a ona na to, że ona chce świeże zaświadczenie, bo te stare wypisy są stare. Zatem 10 wypisów z oddziału reumatologicznego nie jest żadnym dowodem na to, że cierpię na RZS...
Może ktoś powiedzieć, że "e tam, nic strasznego nie powiedziała". Ja jednak poczułam się upokorzona. Wymyśliłam sobie chorobę, żeby co? Wyłudzić coś? Może współczucie? Mam zdeformowane dłonie, stopy, kolano - nie, wcale nie widać, że jestem chora. Na pewno oszukuję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz