poniedziałek, 7 października 2013

Lekarz rodzinny: zwolnienie

Rozchorowałam się. Gorączka, dreszcze, bóle stawów i mięśni itp. Dzwonię do przychodni, żeby zarejestrować się do lekarza. Niestety nie ma już miejsc. Termin mam nazajutrz. Ok. Idę do lekarki, która doskonale zna moją sytuację - że biorę enbrel, że każde przeziębienie jest dla mnie bardzo poważne. Lekarka najpierw nie chce dać mi zwolnienia, ale w końcu ulega. Proszę, żeby dała z datą wczorajszą (w sensie od dnia poprzedzającego wizytę), bo nie byłam w pracy z gorączką i w ogóle. Ona na to, że wczoraj mnie nie widziała, więc nie da. Ja jej mówię, że dzwoniłam, ale miejsc nie było, a w pracy nie byłam. Z resztą sama widzi, w jakim stanie jestem. Niestety! Dostałam zwolnienie od następnego dnia! Bo nie dość, że wczoraj babka mnie nie widziała, to uznała, że jeszcze przed wizytą mogłam być w pracy i zwolnienie mi się nie należy!

To zależy, jak wypiszę skierowanie

Jedna z lżejszych anegdot, chociaż pokazująca podejście lekarza do pacjenta. Przez jakiś czas miesiąc w miesiąc musiałam robić morfologię. Raz miałam zleconą morfologię pełną, raz krótką. Kiedyś zapytałam się mojej pani doktor, dlaczego właśnie raz jest pełna a raz krótka. Odpowiedziała mi dość zwięźle: bo to zależy od tego, jak skierowanie wypełnię. Już więcej o nic nie pytałam.