poniedziałek, 7 października 2013

Lekarz rodzinny: zwolnienie

Rozchorowałam się. Gorączka, dreszcze, bóle stawów i mięśni itp. Dzwonię do przychodni, żeby zarejestrować się do lekarza. Niestety nie ma już miejsc. Termin mam nazajutrz. Ok. Idę do lekarki, która doskonale zna moją sytuację - że biorę enbrel, że każde przeziębienie jest dla mnie bardzo poważne. Lekarka najpierw nie chce dać mi zwolnienia, ale w końcu ulega. Proszę, żeby dała z datą wczorajszą (w sensie od dnia poprzedzającego wizytę), bo nie byłam w pracy z gorączką i w ogóle. Ona na to, że wczoraj mnie nie widziała, więc nie da. Ja jej mówię, że dzwoniłam, ale miejsc nie było, a w pracy nie byłam. Z resztą sama widzi, w jakim stanie jestem. Niestety! Dostałam zwolnienie od następnego dnia! Bo nie dość, że wczoraj babka mnie nie widziała, to uznała, że jeszcze przed wizytą mogłam być w pracy i zwolnienie mi się nie należy!

To zależy, jak wypiszę skierowanie

Jedna z lżejszych anegdot, chociaż pokazująca podejście lekarza do pacjenta. Przez jakiś czas miesiąc w miesiąc musiałam robić morfologię. Raz miałam zleconą morfologię pełną, raz krótką. Kiedyś zapytałam się mojej pani doktor, dlaczego właśnie raz jest pełna a raz krótka. Odpowiedziała mi dość zwięźle: bo to zależy od tego, jak skierowanie wypełnię. Już więcej o nic nie pytałam.

piątek, 27 września 2013

Lekarz rodzinny: antybiotyki

Przyjmuję leki obniżające odporność. Każdy głupi katar może przerodzić się w zapalenie płuc. Każde zapalenie płuc może być dla mnie śmiertelne. Zachorowałam na anginę. Idę do lekarki rodzinnej, ona przypisuje mi antybiotyki. Ja jej mówię, że nie mogę brać antybiotyków przy moim leczeniu na stawy. Ona na to, że mój lek nie wyklucza przyjmowania antybiotyków i koniec dyskusji. Zadzwoniłam do mojej reumatolog, która jasno powiedziała, że absolutnie w tym momencie nie mogę brać antybiotyków, bo to mogłoby mnie zabić. Co więcej - dawkę mojego leku mogę wziąć dopiero po 2 tygodniach od zakończenia antybiotykoterapii! A odstawienie mojego leku to destrukcja dla moich stawów (reumatoidalne zapalenie stawów), dlatego robię wszystko, żeby nie omijać dawek.
Gdybym nie miała swojej wiedzy na temat choroby i leków, które przyjmuję, prawdopodobnie postąpiłabym tak, jak mi powiedziała lekarka rodzinna. Ten blog by wówczas nie istniał. Nie miałby, kto pisać.

PS Udało mi się szybko dostać do laryngologa, który wyprowadził mnie  z anginy bez antybiotyków. Można? Można!

czwartek, 26 września 2013

Skąd miałam wiedzieć, że ma pani USG?

Rzecz się dzieje na jednym z oddziałów. Do koleżanki z łóżka obok przychodzi lekarka prowadząca i mówi, że za dwie godziny będzie już wypis i że dzisiaj wychodzi. Dziewczyna uradowana dzwoni do męża, żeby już wyjeżdżał od nich z domu, bo za nim przyjedzie do szpitala, to ona akurat wypis już będzie miała. Zaczęła się pakować, a to przychodzi do niej pielęgniarka i mówi, że zaraz zostanie zawołana na USG. USG jamy brzusznej, więc powinna być na czczo, a na czczo nie jest, bo śniadanie było z godzinę temu, a dopiero teraz pojawiła się informacja, że będzie miała badanie. Zaskoczona, pyta się pielęgniarki, czy to na pewno o nią chodzi. Na pewno. Pielęgniarka poszła. Po 15 minutach na salę wpada wściekła lekarka i zaczyna krzyczeć na pacjentkę, że "dlaczego mi pani nie powiedziała, że ma USG?!", "skąd ja mam wiedzieć, jakie ma pani mieć badania?!", "dlaczego nic mi pani nie powiedziała?!", "przez takie zachowanie pacjentów jest tu jak jest!". Oczywiście kobitka nie wyszła ze szpitala tego dnia, odwołała męża, na USG nie poszła, bo nie była na czczo...

Stłuszczona wątroba

Jak już wcześniej pisałam, przeszłam bardzo silną terapię sterydami (sterydy brałam od 17. roku życia, ale w 2011 roku przez pół roku brałam po 30mg dziennie - wcześniej 6-12mg/dzień). Efekt: zaburzenia hormonalna, otyłość, nadciśnienie, zaburzenia neurologiczne, nietolerancja glukozy. Na oddziale hipertensjologii zrobiono mi USG jamy brzusznej. Przy odbiorze wyniku pani doktor spojrzała na mnie, zmierzyła mnie wzrokiem normalnie i przy innych osobach w gabinecie powiedziała: wszystko w porządku, tylko wątroba stłuszczona. I się złośliwie uśmiechnęła. Nic więcej nie musiała mówić. Cała jej postawa i wzrok mówiły wszystko. Bo to przecież oczywiste, że tak się obżerałam, że mi wątroba wysiadła. Jakaś choroba? Sterydy? Niedoczynność tarczycy dopiero co wykryta? Gdzież tam. Mam stłuszczoną wątrobę, bo sama jestem tłusta.

O traktowaniu pacjenta w mediach

Pan Jeremi, lat prawie 80. Całe życie pracował naukowo na politechnice, wyuczył pokolenia inżynierów.
Wychował dobrze dwoje dzieci. Dobry mąż, szanowany obywatel. Skromny, kulturalny. Za darmo okoliczne dzieci uczył matematyki i fizyki. Teraz, niestety, dopadła do starość. Kolejny tydzień leży w szpitalu. I prawie wcale się nie żali. Jak jest starość – to jest i cierpienie. Raz coś tam bąknął, więc od salowej usłyszał: „Ty se dziadku, grzecznie leż”… – Dziadek, nie zjadłeś kleiku znowu! – Dziadek, ty mi nie śpij w dzień, przecież mówiłam, że nie wolno! – pobłażliwie upomina uśmiechnięta pielęgniarka i jowialnie klepie pana Jeremiego po głowie. Rytmicznie klepie, żeby oporny pacjent wbił sobie do łysiny jej zalecenia. Zabiegi pielęgnacyjne. Mycie i zmienianie pieluch. Żona już sama pomóc mężowi nie może: zbyt ciężko go podnosić.
Synowie przychodzą do szpitala, kiedy tylko mogą. Ale pracować też muszą. Nikt im zwolnienia na chorego ojca nie da. Więc na salę wpada kolejna pielęgniarka, tym razem wcale nie uśmiechnięta. Czyni swoją powinność, nie bawiąc się w delikatne ruchy ani tym bardziej w odgrodzenie pana Jeremiego od wścibskiego oka przechodzących szpitalnym korytarzem. Nie prosi też gości pozostałych pacjentów o opuszczenie sali. Po co? W końcu chory dziadek to chory dziadek. Ceregiele to w szpitalu prywatnym lub po wynajęciu pielęgniarki za 300 zł za dobę. Interweniować, skarżyć się? Synowie Jeremiego próbowali. Efekt: lekarze poobrażani, pielęgniarki też. Lepiej już nie drażnić… Na szczęście co trzeci dyżur przychodzi do pracy pani Iwonka – ciepła, dobra, wyrozumiała. Ludzko do pacjenta podchodzi. I to chyba jej postawa ratuje pana Jeremiego oraz całą rodzinę przed… szpitalną depresją.
Rzecznik praw obywatelskich prof. Irena Lipowicz zwraca uwagę na sytuację starszych ludzi w Polsce. Powstał nawet program wspierający seniorów, nagłaśniane są przykłady złego traktowania w szpitalach, urzędach itd. Efekty poznają tysiące seniorów każdego dnia. Bo najwyraźniej urzędnicza dobra wola nie zmieni… młodocianej znieczulicy, buty i braku kultury. Czy musi przeminąć całe pokolenie, żeby osoby starsze zaczęły być traktowane z godnością? Akurat o przemijanie możemy być spokojni. Wszystkich nas dopadnie. I kiedyś łóżko pana Jeremiego, zajmą… jego obecne pielęgniarki. Jak zostaną potraktowane?

Źródło: http://gosc.pl/doc/1717103.Ty-se-dziadku-grzecznie-lez
Autor: Agata Puścikowska

Masakra...

Objawy udaru, ale niech pani idzie do domu.

Jedna z najbardziej nieprawdopodobnych sytuacji, która mnie spotkała. Przytrafiło mi się coś takiego: zaniewidziałam, pole widzenia zmniejszyło się o 1/4, nie mogłam sobie przypomnieć słów, podobno bełkotałam (mi się wydawało, że mówiłam normalnie) i okropnie bolała mnie głowa. Od lekarza rodzinnego dostałam z miejsca skierowanie na neurologię. Do szpitala dotarłam już w całkiem niezłej formie, bo zanim dostałam się do lekarza rodzinnego, wszystko mi przeszło. Na neurologii pielęgniarki mnie opiórkały, że powinnam była od razu do nich przyjechać, że to są objawy udaru, że to nie przelewki. Nie powiem, nieźle mnie nastraszyły. Na izbie przyjęć "zaopiekował się" mną młody lekarz. Chciałam mu opowiedzieć, co mi się przydarzyło, ale raczej nie był zainteresowany, bo podczas rozmowy ze mną, badał innego pacjenta.
Spytał się mnie tylko, czy:
- piję alkohol
- biorę narkotyki
- stosuję antykoncepcję hormonalną
- palę papierosy.
Tylko to go interesowało. Musiałam wręcz wykrzyczeć moją historię choroby, wymienić leki, które biorę i które brałam. Wtedy spojrzał na mnie i powiedział, żebym poszła do domu, bo co prawda objawy są udaru, ale że jestem młoda, to mam wziąć tabletkę przeciwbólową i tyle. Ponieważ historia z bólem głowy powtórzyła się jeszcze trzykrotnie, załatwiłam mega szybką konsultację u innego neurologa. Kazano mi z miejsca jechać na izbę przyjęć do szpitala, gdzie leczę się u reumatologa. Okazało się, że leki, które przyjmuję, mogą wywoływać demielinizację komórek nerwowych. Zrobiono mi tomografię, później miałam rezonans. Całe szczęście badanie wypadło pomyślnie. Jak widać zagrożenie utraty zdrowia było dość duże, a lekarz neurolog z pierwszego szpitala kompletnie to zbagatelizował. Do dzisiaj jestem pod opieką neurologa.